Newsy

27 07 2016 - 08:09

Dziś bardziej sentymentalnie

Dziś bardziej sentymentalnie

To były piękne czasy pilskiego żużla. Plejada gwiazd w naszym zespole, na pilskim torze, no i te pełne trybuny. Mówią jednak, że wszystko co piękne, szybko się kończy... szkoda!

5 sierpnia pilska Polonia gościć będzie na torze swojej imienniczki w Bydgoszczy. Od zawsze, bez różnicy stanu posiadania, klasy obu zespołów, te mecze zawsze dostarczały emocji, zawsze wyzwalały same z siebie chęć mobilizacji. To jakby nie patrzeć prestiż.

Teraz, mimo dużej różnicy, jaka dzieli oba zespoły w ligowej tabeli, wcale, mimo, że faworytem są pilanie, nie będzie łatwo. Ale to już problem dla obecnych decydentów pilskiego żużla.    
Dziś bardziej sentymentalnie.
Ostatnio natknąłem się właśnie na taką sentymentalną retransmisję w TV Asta. To był mecz z Polonią Bydgoszcz. Wygrany. Aż trudno było mi uwierzyć, że takie tłumy odwiedzały stadion przy Bydgoskiej, że tylu zdołało zasiąść na trybunach, przecież nie zmodernizowanego wówczas, obiektu.
Piotr Gruntkowski, ówczesny spiker zawodów, doskonale pamięta tamte czasu. - To był wspaniały okres nie tylko dla żużla, ale całego pilskiego sportu – wspomina Gruntkowski.
- Żużel rozkwitał. Byli sponsorzy, w większości, ci strategiczni spoza Piły. Koniunktura była. Zawodnicy, co zrozumiale też. Stadion przy Bydgoskiej pękał w szwach. Ludzie przychodzili na Nielsena, Golloba, Dobruckiego i innych. Paradoksalnie jednak od momentu zdobycia mistrzostwa Polski w 1999 roku, schodziliśmy po równi pochyłej – przypomina nasz komentator.
Gruntkowski złego słowa o ówczesnym prezesie Polonii nie powie. – A co mam mówić. Pracował za najlepszych czasów, zrobił wiele. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, a  błędów nie popełniają tylko ci, którzy nic nie robią - dodaje Grunktowski.
*
Był styczeń tego roku. Warszawa - Hotel Hilton i Piłkarska Gala Tygodnika Piłka Nożna. On obecny. Zaproszenie zapewne z tytułu zajmowanej funkcji prezesa szkółki piłkarskiej FC Barcelony.
Poznaję go od razu. Nie zmienił się zbyt mocno. Nadal pełen werwy, nowych pomysłów, ale niestety myślami wraca do dawnych, najlepszych czasów pilskiego speedwayu i tego, co potem nastąpiło.
Choć to Gala Piłki Nożnej rozmawiamy praktycznie o żużlu. Widać u niego rozżalenie, nadal wraca do 2002 roku ...
Umawiamy się na konkretną rozmowę, jednak innym razem. Tu nie ma warunków. Najlepiej w Pile, gdy bywa niekiedy, odwiedzając rodzinne groby.
Nie zawodzi. Widać, że bardzo mu zależy. Jest punktualny.
– Nie chodzi o rozdrapywanie ran, a po prostu o ich zagojenie – mówi na początku.    
Z jednej strony zadaję sobie pytanie: ilu jeszcze kibiców pamięta Wiesława Wilczyńskiego. Dziś wszak większość kibiców to dzieci tych – oby nie urazić i tych, którzy są przez lata na dobre i złe z pilskim klubem -  z lat 90. kibicującym pilskim żużlowcom, z drugiej jego zasług popularnego ,,Wilka”, aż grzech nie odebrać.
*
Co by nie mówić Wiesław Wilczyński rządził pilskim speedwayem w latach największej hostessy! Za jego czasów Polonia Piła zdobyła 48 medali rożnej ,,maści”. Były w Pile trofea oraz imprezy rangi Mistrzostw Świata, Mistrzostw Europy, zdobycze krajowe. Pilski żużel rozkwitał. Kibiców trudno było pomieścić.
*
Gdy w 1990 roku Marek Wieczorek zakładał fundację Odbudowy pilskiego toru żużlowego, a ,,chwilę” potem namawiany przez sterników żużlowej centrali, zgłosił do rozgrywek klub, Wilczyński jeszcze nawet w najskrytszych marzeniach nie myślał, że stanie na czele żużlowego towarzystwa.
A to nastąpiło bardzo szybko po tym jak m.in. Krzysztof Okupski, Rene Madsen, czy Waldemar Cisoń i inni, pod wodzą Lecha Kędziory, przyciągali coraz to większe rzesze kibiców na obiekt przy Bydgoskiej.    
Wiesław Wilczyński objął stery pilskiego żużla w 1992 roku Prezesował mu przez prawie 10 lat.
*
W 1992 roku zebrała się grupa ludzi. Tych, którzy widzieli sens dalszego działania. Zbudowali projekt, na którego czele postawili właśnie Wilczyńskiego.
- Na spotkanie trafiłem przez przypadek. Zostałem na nie zaproszony przez Jerzego Cerbę. Wyszedłem z niego prawie prezesem – wspomina dziś Wilczyński.
*
Do hali przy ul. Bydgoskiej wjechał na motocyklu Hans Nielsen. Nawet zatańczył. Polonia kwitła.
W klubie swoje umiejętności rozwinęli  m.in. Rafał Dobrucki, Jarosław Hampel i Rafał Okoniewski, a także wychowankowie klubu:
Nie odbyło się bez kontrowersji – szczególnie na linii Piła – Leszno, ale kibice głównie skupiali się na wynikach, wspaniałych spotkaniach na pilskim torze.
Trzeba przyznać, iż Polonia wówczas zyskała na dezintegracji środowiska leszczyńskiego. Gdyby nie to, o takim Dobruckim, Hampelu moglibyśmy jedynie pomarzyć. Wyniki przesłaniały jednak jakiekolwiek niesnaski.
Jak pamiętamy na początek I ligi było wysokie czwarte miejsce. Dla beniaminka bomba. W 1996 i 1997 roku klub zdobywał już medale DMP. Piął się w górę żużlowej hierarchii.
Poprzeczkę podnoszono systematycznie. W 1998 roku wicemistrzostwo Polski. W pamiętnym finale  przegraliśmy z bydgoską Polonią. Rok później była świetna zaliczka we Wrocławiu i mistrzowski tryumf  na swoim torze.
*
We are the Champions!
1999 rok był znakomity dla całego pilskiego sportu. W żużlu wyższego poziomu nie dało się podnieść. Niezwykle bogatą karierę zakończył Hans Nielsen. W kolejnym sezonie znów na szyjach zawodników z plastronem Polonii Piła na piersi zawisło srebro. Tylko, bo wymagania były wyższe. Ale sezon 2000 nie zapowiadał najgorszego.
Przełom nastąpił w 2001 roku. Zupełnie nie trafione okazały się transfery Drabika i Jabłońskiego. Ba, kontuzja Rafała Dobruckiego dolała oliwy do ognia.
W czerwcu 2001 roku Wiesław Wilczyński zwołał konferencję prasową. Już wówczas zapowiadał swoje odejście. Praktycznie od kilku dobrych lat był już poza Piłą. Sterował klubem z Warszawy, gdzie piastował liczne funkcje, począwszy od UM do spółek skarbu państwa. Namaścił też swojego następcę.    
- Postawiłem na Leszka Tillingera z Bydgoszczy. Ta osoba wydawała mi się bardzo konkretna. Doświadczony, kompetentny mający  w swoim  zbiorze m.in. organizację wielu imprez rangi Grand Prix – twierdzi Wilczyński.
- Ten rok był dla nas niezwykle trudny. Kontuzje nie ominęły nie tylko Rafała Dobruckiego, ale także Chrisa Louisa i Petera Karlssona. Posypał się skład. Na szybko podpisywaliśmy umowę z Boyce’m, nie tak, jak sobie życzyliśmy spisywali się Drabik, czy Jabłoński. Co więcej powoli zauważalny był spadek wsparcia ze strony sponsorów i ... kibiców.
Zainteresowanie żużlem nie było juz takie, jak w początkowej fazie rozwoju, latach pełnych sukcesów. Frekwencja na stadionie w sezonie 2001 była pesymistyczna. To była wyraźna strata. Blisko pół miliona przychodu do budżetu klub na tym stracił – podkreśla Wilczyński.
Polonia przez wiele lat była wyróżniającym się klubem w Polsce! Kreatywność działaczy, którzy niesieni namacalnym sukcesem, napędzała machinę zwaną Polonią.  I znów można przytoczyć twierdzenie, że wszystko co dobre szybko się kończy.
Wilczyński przypomina, że w feralnym sezonie 2001, po przegranej u siebie z Apatorem, pilski zespół kolejne dziewięć spotkań niestety zapisał po stronie porażek.
Prezes przypominając o tym, obwinia się głównie brakiem mających kontuzje obcokrajowców, a w rezerwie przecież nie było już  wartościowych zawodników.
Równia pochyla była wyjątkowa.
Wilczyński jest szczery do bólu. W jednym z portali internetowych wyraźnie i bez ogródek mówi o feralnym 2001 roku.
- Zadyszka się pojawiła, ale zaległości gigantycznych nie mieliśmy. Była mała frekwencja, więc zmniejszyły się przychody. Dla budżetu na poziomie 3 milionów złotych strata pół miliona z tytułu mniejszej frekwencji, była ogromna. Straciliśmy również na prawach telewizyjnych. Firma, która kupiła prawa upadła i straciliśmy kontrakt. Dużo było takich ciosów sportowych i organizacyjnych. Trudno było je przewidzieć. To wszystko miało wpływ na niepowodzenie w roku 2001. Nasze relacje ze sponsorami stały się bardzo trudne. Pozyskiwanie sponsorów dla klubu nagle również stało się bardzo trudne. Jeżeli porażki są na kilku frontach, to trudno o sukces – wyjawia były prezes.
W znakomicie obrazującym materiale prezes Wilczyński idzie dalej: - Od samego początku (1993 rok) ciągnęły się za nami zaległości w wysokości około 500 tysięcy złotych. To były środki brakujące, ale nie wpływały na płynność. Gdybyśmy je mieli, to byłby komfort działania. Startowaliśmy jednak od zera. Te zaległości przechodziły z roku na rok. Na zakończenie roku 2001 brakowało nam około 800-900 tysięcy złotych. To nie wynikało ze złych decyzji menedżerskich, ale okoliczności, na które nie mieliśmy wpływu. Powiedziałem jednak moim kolegom, że pomogę im i na finał Interkontynentalny, który był ostateczną eliminacją przed Grand Prix, pozyskałem sponsorów na kwotę 1 160 000 zł. Jedynie reklama farb Śnieżka na murawie, nie wynikała z mojej działalności menedżerskiej, załatwił ją mój przyjaciel Jurek Cerba. Pozostałe firmy, sponsorów ja przyprowadziłem. Moi koledzy zapomnieli o tym. Publicznie ta informacja nie została nigdy przedstawiona. Byłem zdeterminowany, żeby im pomóc i to zrobiłem :. Większość z tych środków była pozyskiwana spoza Piły. Skończyły się pieniądze z zewnątrz i skończył się żużel w Pile – oświadcza!
Jemu głównie o takie wyjaśnienie chodzi. Był czas, kiedy wypominano mu ,,ucieczkę” z Piły, zostawienie klubu na pastwę losu. A przecież wówczas Wilczyński był jeszcze na topie. Do dziś chlubi się tym, że siedem razy otrzymał tytuł człowieka roku ziemi pilskiej w kategorii sport. Dwa razy doceniono go w krajowym sporcie żużlowym. Na jego całkowite odejście z Piły miały ogromny wpływ względy rodzinne.
- Od 1996 roku mieszkałem w Warszawie. Dojazdy do Piły były uciążliwe. To była wspólna decyzja moja i żony. Swoje odejście zapowiedziałem jeszcze przed licznymi kontuzjami. Wprowadziłem na moje miejsce znakomitego wówczas Tillingera. Kontynuacja miała być - mówi.
Dziś po Wilczyńskim w Pile została jedna z większych inwestycji tj. wieża sędziowska z tarasem widokowym oraz piękny budynek klubowy, a także wspomnienia. Głównie te miłe, związane ze stertą medali rożnej maści.
*
Teraz zajął się już na poważniej piłką w Escola Barcelona – szkółce piłkarskiej Varsovia. Początkowo planował ją w oparciu współpracę z AC Milan. W końcu stanęło na FC Barcelonie. Wielu mu tego zazdrości.


PozostaŁe newsy

29 06 2017 - 08:31

Polonia nadal bez pieniędzy z miasta

Polonia nadal bez pieniędzy z miasta

Cztery porażki z rzędu - taki bilans mają aktualnie pilscy żużlowcy, którzy po fenomenalnym początku sezonu wyraźnie zwolnili tempo.

29 06 2017 - 08:24

Czasem górę biorą emocje!

 Czasem górę biorą emocje!

Odechciało mi się już tego całego bałaganu - jego wpis w internecie wywołał burzę…

29 06 2017 - 05:08

Pierwszoligowcy za mocni

Pierwszoligowcy za mocni

W Tarnowie był pogrom 60:30. Teraz Polonia także nie zagroziła ekipie Pawła Barana, tym razem ulegając 39:51

27 06 2017 - 08:12

Ten ostatni bieg!!!

 Ten ostatni bieg!!!

Przed tygodniem nieoczekiwanie Gdańsk zdobyła krakowska Wanda. Równie zaskakująco wysoka była porażka naszej Polonii w Tarnowie.

21 06 2017 - 04:59

Ostatni wyścig był nagrodą

Ostatni wyścig był nagrodą

Tomasz Gapiński pokazał się nie tylko Skrzydlewskiemu!

21 06 2017 - 03:57

Come back Gapy

Come back Gapy

Tomasz Gapiński powrócił na stare śmieci. Obawiał się pierwszego występu po dłuższej przerwie z plastronem Polonii na piersi. Ale spokojnie. Gapa pojechał jak profesor. Wygrał wszystkie swoje trzy wyścigi. Z drugiej strony rywale nie byli tak mocni…

05 04 2017 - 06:12

Euro Finannce Polonia Piła

Euro Finannce Polonia Piła

Pod taką nazwą pilska drużyna będzie występowała w rozgrywkach Nice Pierwszej Ligi Żużlowej w sezonie 2017. W minionych dniach zarząd klubu sfinalizował umowę z dużą firmą branży logistycznej.

09 03 2017 - 06:41

To już 25 lat

To już 25 lat

Aula PWSZ pękała w szwach!

09 03 2017 - 06:11

Kompromis korzystny dla klubu!

Kompromis korzystny dla klubu!

Jest zielone światło dla żużla!

09 03 2017 - 05:45

Co dalej z żużlem?

Co dalej z żużlem?

Działacze zmęczeni ciągłymi przepychankami